Ubezpieczenie w ciąży – można?

Do wpisu zainspirowała mnie seria pytań o ubezpieczenie w ciąży bezpośrednio do mnie, jak i do moich współpracowników. Nie jest to temat, który jakoś specjalnie dziwi, czy wywołuje większe emocje u nas. Niemniej skoro takie zagadnienie się pojawia, to wypada odpowiedzieć. Jak to zatem wygląda? Można wnioskować o ubezpieczenie w ciąży?

Ubezpieczenie w ciąży – czemu nie?

Znacie to powiedzenie, że „mądry Polak po szkodzie”? Ile to już razy miałem telefon od znajomych, którzy szukali ratunku po szkodzie. No niestety nie ten adres. Towarzystwa Ubezpieczeniowe to nie instytucje charytatywne, tylko wielki biznes. Skoro Kowalski czy Nowak nie pomyśleli o ubezpieczeniu przed zdarzeniem, to nie mają co liczyć na możliwość ubezpieczenia po fakcie.

No dobra, ale przecież miałem odpowiedzieć na pytanie, czy jest możliwe ubezpieczenie w ciąży. Co ma zatem z tym wspólnego powyższa dygresja? Ano tyle, że to pytanie słyszymy przeważnie od osób, które już spodziewają się dziecka. Tylko, że jak można stan błogosławiony rozpatrywać w kategoriach „szkody”? Ano nie można i tu zmierzam do sedna.

Ciąża to nie choroba. To nie jest coś na ewentualność czego należałoby się ubezpieczać. Odpowiadając – tak można się ubezpieczyć w ciąży. Można na wypadek zgonu, poważnego zachorowania, trwałego inwalidztwa.

Są świadczenia, ale nie ośmieszaj się

Oczywiście zdaję sobie sprawę czego tak naprawdę dotyczy tytułowe pytanie. W tzw. grupówkach można znaleźć świadczenie za urodzenie dziecka. Nie jest to wysoka kwota. Coś w okolicach 1000 do 2000 zł. To jest jednak bardziej na zasadzie bonusu do takiej polisy.

Jednocześnie takie świadczenie uwarunkowane jest karencją 9 lub 10 miesięczną. I to o to tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Najpierw człowiek nie myśli odpowiedzialnie, nie chce słyszeć o żadnej formie ubezpieczenia życia, a potem ośmiesza się szukając rozwiązania po tym, gdy mleko się już rozlało.

Wystarczy, że jeden z drugim by się chwilę nad tym zastanowili. Załóżmy, że prowadzą biznes. Czy też tak chętnie sprzedaliby swojemu klientowi jakiś produkt lub usługę za 500 zł, wiedząc, że zaraz będą musieli mu zwrócić 2000 zł. Przecież to się logiki w żaden sposób nie trzyma.

Jeśli zatem ten 1000 czy 2000 ma faktycznie być kwestią rangi życia i śmierci dla przyszłych rodziców, to o stosownej polisie powinni zadbać z wyprzedzeniem. Osobną kwestią pozostaje podejście do tematu. Bo czy zamiast szukać możliwości przygarnięcia tysiaka za poród, nie powinni być bardziej odpowiedzialni i zabezpieczyć swoją egzystencję?